Kasia Kozera

Mgła. Dlaczego wciąż do niej wracam

Akwarela w jasnej ramie: mglista górska dolina, na skalnym cyplu po prawej stoi samotna postać obok wysokiego świerka, po lewej ciemny las tonący w chmurze.

Na większości moich obrazów jest ta sama pogoda. Ktoś kiedyś zapytał wprost, czy nie znudziła mi się mgła.

Nie znudziła. Mgła robi z lasem to, co ja chciałabym robić z myślami: zabiera szczegóły i zostawia kształt. Nie widać już pojedynczych gałęzi, tylko ciemniejszą i jaśniejszą plamę, i nagle wszystko jest prostsze.

Technicznie to też ma sens

Akwarela jest w tym idealna, bo mgłę maluje się przez to, czego się nie robi. Zostawiasz papier. Rozmywasz krawędź, zanim wyschnie. Im mniej pewny ruch, tym bardziej wygląda jak powietrze.

  • pierwsze warstwy bardzo rozwodnione, prawie sam papier,
  • dalsze plany zawsze jaśniejsze niż bliższe,
  • najciemniejszy akcent dopiero na końcu i tylko jeden.

Kiedy stoję rano w lesie i nie widzę dalej niż na trzydzieści metrów, mam poczucie, że świat zwolnił razem ze mną.

Przeczytaj też